narodzie durny tak bardzo…
narodzie durny tak bardzo…
Wyświetl w wysokiej rozdzielczości
Lubię narzekać na jakość przestrzeni publicznej w Warszawie, że brzydko, że wszędzie reklamy i psie gówna. A tymczasem w Sztokholmie z każdej strony w metrze atakuje takie straszydło. Okropny jest ten plakat. Musical rodzinny, w życiu bym rodziny na coś takiego nie zabrał.
Mamy w Warszawie takie skrzyżowanie – Chmielnej i Brackiej. W tym właśnie miejscu znajdują się dwa miejsca, w których lubię zaopatrywać się w dobra kultury – po jednej stronie znajduje się Traffic, w którym co jakiś czas załamuję się nad sobą przy kasie. Po drugiej stronie skrzyżowania znajduje się miejsce bardziej przyjazne portfelowi – skład taniej książki Dedalus. W czasie ostatniej wizyty zostawiłem tam mniej i kupiłem dwie książki – jedną Herthy Müller, drugą Piotra Czerskiego. Dziś o drugiej pozycji.
Autor zjednał moją sympatię jakiś rok temu – przy okazji zawieruchy z ACTĄ, gdy wraz z Jarosławem Lipszycem tworzyli tło intelektualne dla całego ruchu przeciwko kretyńskiej umowie. I przebierając w stosach książek trafiłem na znajome nazwisko i nieznajomy tytuł – „Ojciec odchodzi”. Spojrzałem, 4pln, biorę. Wziąłem i przeczytałem – potrzebowałem czegoś krótkiego i względnie lekkiego po lekturze dłuższej książki w obcym języku (biografia Zlatana w oryginale).
Bezrefleksyjnie podszedłem do tytułu, wrzuciłem do torby i zostawiłem na później. A sytuacja jest przypadkowo nieprzypadkowa. Bo książka dotyczy sytuacji podobnej do tej, w której się obecnie znajdujemy – sede vacante na tronie piotrowym. Ale książka jest o tym momencie przed – wyczekiwaniu czy ten „stary człowiek odejdzie”.
Z perspektywy czasu mógłbym zacząć opowiadać, że mnie – trzynastoipółwówczaslatka – ani trochę nie ruszyło i byłem cyniczny. Trochę ruszyło. Ale teraz widzę, że B16 był lepszym papieżem od JP2 i że odszedł bardziej z klasą.
Nie wiem, może teraz bredzę, ale znajduję w „Ojcu…” jakiś pierwiastek z Masłowskiej, który bardzo mi odpowiada. Opis tej polskości, tej, którą tak kocham nienawidzić.
Polecam. Można za darmo, tutaj.
Smagalaz
Eldo
Eldo
Okej, więc sprawa ma się tak - jakiś czas temu obejrzałem wywiad Rawicza z Noonem z cgm.pl. Fajna, ciekawa rozmowa, ale moją uwagę przykuła jedna pierdoła. Album Bleak Output wydano we wczesnym 2001, Noon urodził się w 1979. Czyli miał jakieś 21 lat.
21 lat.
21.
Tyle co ja. I jeszcze gorzej - Światła miasta 2000, Muzyka klasyczna 2002… a co ja osiągnąłem w jego wieku?
A, w tym roku prokurator zdjął łapę z roczników 1998. Też się staro czujecie? Mam nadzieję.
Wyświetl w wysokiej rozdzielczości
Wylacz drukarke w trakcie drukowania, wlacz z powrotem i sprobuj odroznic efekt od dowolnego dziela sztuki nowoczesnej.
Wyświetl w wysokiej rozdzielczości
Parę razy już w życiu leciałem, ale jeszcze nie z wiolonczelą jako współpasażerką. Ryanair jednak nie jest tak dowcipny jak Easyjet, który wymaga kupna biletu na nazwisko Mr CELLO.
Masakra, jak mi się coś wkręci - już jakiś czas słucham tego albumu (nie żebym katował, ale czasami) i nagle się skapnąłem, że często pojawia tu się strasznie wieśniacka sekcja dęta, jak z czołówki jakiegoś serialu z lat 80. (nie wiem, może Zeus coś takiego wysamplował). I teraz już to zawsze słyszę.
Ładne.
Krzysztof Varga
Po koncercie. Szacunek przez naprawdę duże S. Joki niestety nie było.
Przed wyjazdem na erasmusa kupiłem sobie w przejściu podziemnym przy dworcu Zachodnim masę makulatury, w tym kilka numerów Lampy. W lipcowej (7/2012, 100) jest wywiad z Maciejem Sieńczykiem, twórcą cudownych komiksów otwierających każdy numer Lampy oraz innych ilustracji, np. do Masłowskiej. Tylko dlaczego tak cudowny człowiek i jego twórczość jest tak mało znana? Ile osób czyta Lampę? 100? 1000? Ehhhh. Poguglajcie lub kupcie Lampę, może być stara na Zachodnim albo Śródmieściu, i propagujcie.